Ostatni kawałek Hiszpanii

~

„Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”

~

La Perla Santa

Na niebie od wielu dni nie widać było najmniejszej nawet chmury, a cichy i pusty ocean otaczał najeżony połamanymi masztami galeon – unosząca się wśród bezkresnej pustki trzeszcząca czarna wyspa stała się ponurym więzieniem dla trójki pozostałych przy życiu ludzi. Przez większość dnia milcząc, w skupieniu przepatrywali linię horyzontu z resztkami nadziei na wybawienie, w nocy z niepokojem słuchali głuchego jęku wydawanego przez wręgi kołyszącej się skorupy i nieprzyjemnego głuchego bulgotu jaki od czasu do czasu wydawała otaczająca ich czarna toń wody, a zarówno w dzień i w nocy uważali na siebie nawzajem, gdyż zupełnie już przestali sobie nawzajem ufać.

Resztki podartego ożaglowania służyły ocaleńcom za prowizoryczne okrycia – w dzień chroniły ich przed palącym słońcem, w nocy dawały wątpliwe schronienie przed otulającym wrak chłodem, lin użyto do utrzymania w całości kadłuba, a mimo to, co jakiś czas odrywała się z przerażającym trzaskiem jakaś część poszycia, by po chwili zniknąć w bezkresnej głębi czyniąc coraz mniejszym i mniej pewnym dryfującego trupa, który jeszcze kilka tygodni temu był pięknym i dumnym okrętem. La Perla Santa, bo tak ów okręt się zwał, całkiem niedawno był dla wielu ludzi zamkniętym i kompletnym światem, za granicami którego nie było niczego – niczego jeżeli nie brać pod uwagę bezkresnej, falującej granatowej pustki.

I którejś nocy pustka ta wdarła się w ich życia i zabrała prawie wszystko – cenny ładunek, większość zapasów, a potem powoli i leniwie, acz niezmordowanie drzazgę po drzazdze wykradała im i tak już przecież niewielką przestrzeń, na której żyli.

Po kilku tygodniach w takich warunkach trójka pozostałych przy życiu ludzi widziała i robiła rzeczy, które szybciej niżby się ktoś mógł się spodziewać obrały ich z człowieczeństwa jak wprawne ręce obierają z mięsistej skórki dojrzałą pomarańczę, i bardziej już przypominali zwierzęta niż samych siebie sprzed przecież nie tak całkiem dawna. Trójka ta była najwytrwalsza i niezwykle mocno trzymała się życia, co wciąż pchało ją do najbardziej nieludzkich czynów, aż w końcu, gdy nie było już innych, obrócili się przeciw sobie. I płynęli przez czerń.

Wcześniej

Padre Gael Vergara (ksiądz)

Dzięki ci Panie, za sukces tej wyprawy, za cenne przyprawy, niezliczone bogactwa, któreśmy dzięki Twojej nieocenionej pomocy i naszym żarliwym modlitwom zyskać zdołali, żałuję, iż nie starczyło nam już czasu, ni środków by tych biednych dzikich na naszą wiarę nawrócić, ale daj mi Boże siły, a klnę się na własną matkę, że wrócić tam zdołam i nauki twe zaszczepię w ich bezbożnych sercach, które nie miały dotąd ni odrobiny szczęścia by zaznać Chryste Twej nieskończonej mądrości! Dopomóż mi, a wrócę tam i uratuję ich dusze, nawet jeśli znów musielibyśmy użyć w stosunku do tych prymitywnych dzikich brutalnej siły – to dla ich dobra – tak jak kochająca matka, czasem podczas nauki musi skarcić swe dzieci, tak ja wrócę do nich pełen miłości, lecz surowy i wymagający. Któregoś dnia ich potomkowie będą nam wdzięczni… Amen.

Celso Domínquez (żołnierz)

Ha! w czasie tej wyprawy naciąłem sporo mięsa z boków tych czarnych dzikusów, przed hakownicami naszego oddziału drżeli niczym osika, zupełnie jak nasz okrętowy klecha przed gniewem Pańskim! Ha ha! Przepastne brzucho naszej łajby wypełnione zostało po sam pokład dobrami wszelakimi i gdy dziś kapitan wydał tak wyczekiwany przeze mnie rozkaz – nareszcie zawracamy do mojej wytęsknionej Ojczyzny! Och, jakże się cieszę! – tak bardzo tęskno mi za moją Leticią, po prostu doczekać się już wprost nie mogę gdy zejdę na ląd i chwycę ja w me ramiona, poczuję orzeźwiający zapach jej skóry, przyłożę dłoń do jej brzucha by poczuć jak w jej łonie rośnie moje dziecko! – mam nadzieję, że to syn i mam też nadzieję, że okaże się być do mnie podobny jak dwie krople wody. Ostatnie miesiące z nadzieją, karnie zagryzając zęby, posłusznie wykonywałem rozkazy i teraz już wiem, że dzięki temu i dzięki sowitej opłacie za moją służbę będzie mi dane rozpocząć z moją ukochaną nowe, lepsze życie! Po ciężkich przeżyciach w 1588 nie chciałem już więcej wypływać, ale fakt iż Leticia była brzemienna pchnęła mnie ku tej decyzji i zadowoleniem teraz przyznaje sam przed sobą – jestem człowiekiem spełnionym. Mam wszystko czego mi trzeba. Tak bardzo tęsknię, ale z każdym dniem jestem bliżej domu.

Humberto Goyo Olivárez (pomysłodawca i sponsor wyprawy)

Stoję teraz myśląc o ciężkich miesiącach na pokładzie tego okrętu, który dzielnie zniósł nieprzychylne wiatry i rozmaite trudności, a gdy wilgotny wiatr rozwiewa mi włosy, z dumą myślę o przedsięwzięciu któregom się jakże śmiało podjął – oczywiście miałem wątpliwości, ale warto było zaryzykować, postawić wszystko na jedną kartę, zawsze tak robiłem! Zawsze wierzyłem w swoje szczęście i umiejętności, i miałem kiedyś przeczucie, które pchnęło mnie ku tej wyprawie, choć z początku myślałem, że to czyste szaleństwo i to przeczucie właśnie się spełnia – wracam do domu bogaty i otoczony chwałą!

Później

Padre Gael Vergara (ksiądz)

Jestem ostatnim z trzech żywych, nikogo więcej już nie ma…

~

Alleluja! Dziś rano na szczątkach masztu przysiadła gołębica! Uznałem to za znak, za chwilę skończy się ta niepewność jutra, duszący bezkres morza, skończy się ten przeklęty potop i będę mógł powoli zacząć zacierać wspomnienia tych koszmarnych dni, które tutaj spędziłem. Błagam cię Panie, nie pozwól bym tu został. Jestem jeszcze pełen wiary.

~

Gdy przeglądam swój kajet z rejestrem wszystkich którzy przenieśli się mniej lub bardziej gwałtownie na łono Abrachama… Dobry Boże, tyle bogobojnych, dzielnych ludzi, co się z nami stało? Tyle starań i nadziei, tyle ludzkich losów legło na dnie morza… jeśli mieli szczęście – reszta skończyła o wiele gorzej, a ja zdeterminowany wolą przeżycia brałem w tym haniebny udział… Źle mi z tym, ale teraz jestem tu, na tych ponurych deskach, deskach zrobionych z drzew rosnących kiedyś w mojej słonecznej ojczyźnie, mógłbym przysiąc, że gdy przyłożę do nich dłoń i zamknę oczy wracam do niej, do mojej Katalonii i widzę ją, drżącą w ciężkich promieniach słońca. Ale nie wolno mi zamykać oczu, ta dwójka tylko na to czeka. Miej mnie w swojej opiece.

~

Ojcze Niebieski, pozwól wydostać mi się z tej słonej matni a stanę się prawdziwie dobrym człowiekiem, nie będę więcej nadużywał ni trunków, ni jadła, i będę, przysięgam na własną matkę, będę przykładnym księdzem, Boże litościwy, nie wiem co się z nami stało, widziałem do czego nasz gatunek jest zdolny, widziałem jak wielu ludzi, jeden po drugim tracili rozum, widziałem jak zapierali się Ciebie, widziałem jak ich twarze zmieniały się wykrzywione głodem i nienawiścią pyski dzikich zwierząt… Panie… Teraz jestem ostatnim z trzech… Błagam, nie pozwól temu zwierzęciu Olivárezowi zaszlachtować mnie czarną nocą, daj mi szansę, pozwól mi przeżyć, bym mógł zobaczyć brzegi ukochanej Ojczyzny, a nigdy więcej cię nie zawiodę, a posługa moja stanie się szczerą i oddaną jak nigdy wcześniej… Gdybym miał siłę klęczeć, klęczałbym modląc się o ostatnią szansę… Teraz się już tylko modlę.

~

Dziś w nocy zabiję ich. Amen.

~

Celso Domínquez (żołnierz)

Wszyscy jesteśmy już martwi, ja i tych dwóch popaprańców.

~

Chyba mam gorączkę… Jest mi zimno i zaczynam widzieć rzeczy, które przeczą zdrowemu rozsądkowi… Często ostatnio błądzę myślami gdzieś daleko wstecz, często wracam do roku Pańskiego 1588, pamiętam gdy Alonso Perez de Guzman el Bueno prowadził przez nas błękitne morze prosto na tych cholernych Brytyjczyków… Wielka Armada.. była wtedy niezwyciężona, byliśmy pewni zwycięstwa i każdy z nas z rozkoszą myślał o podrzynaniu gardeł tym bladym wyspiarskim wypierdkom! Gdy płynęliśmy, przysiągłbym, że tafla morza ciężko uginała się pod ciężarem naszych okrętów… Żałuję, że nie widziałem tego z brzegu, żałuję że nie mogłem ujrzeć strachu w ich oczach… i dobry Boże – mogliśmy przecież zwyciężyć, wtedy, pod Plymouth, skąd mogłem to wiedzieć… Wszystko poszło nie tak, a byliśmy przecież tak blisko. Jestem prostym żołnierzem i wtedy gdy nas rozbili, gdy wracaliśmy… myślałem, że widziałem najgorsze rzeczy na świecie, nie wiem czemu, do dziś najbardziej męczą mnie w snach obrazy wyrzucanych za burtę koni i mułów… Gdy śnią mi się ich łby znikające kolejno wśród fal budzę się z krzykiem… Ale teraz już wiem, że to była tylko fraszka, najstraszniejsze rzeczy widziałem tutaj, jestem pewien, że tak smakuje piekło.

~

Gdy cało wróciłem z tamtej wyprawy, poprzysiągłem sobie że, nigdy więcej nie wypłynę już w morze, i że będę się częściej modlił – nie dotrzymałem tej przysięgi, a teraz przyjdzie mi za to zapłacić, na tym przeklętym okręcie… Wiem że dla tej dwójki moje życie nie znaczy nic, widzą we mnie tylko worek z jadłem, więc jeżeli tylko będę miał okazję, zabiję ich, i… cieszę się, że nie jestem tu sam.

~

Są moją ostatnią szansą.

~

Humberto Goyo Olivárez (pomysłodawca i sponsor wyprawy)

Chcę zostać sam…

~

Od tej słonej wody miesza mi się umysł, ale dam radę, czuję to, wytrzymam, muszę wytrzymać… Tylko niech tych dwóch psich synów przestanie między sobą szeptać i na mnie patrzeć – nienawidzę gdy szepcą i toczą za mną tym swoim dzikim wzrokiem. Dziś w nocy spróbuję dobrać się do tego cholernego księdza, mam bliżej niż do tego drugiego, a jeżeli uda mi się zakraść niepostrzeżenie, to przysięgam, że potnę klesze gardło tak, by więcej nie wydobył z siebie nawet jednego dźwięku. Widziałem jak ta parszywa, fałszywie rozmodlona świnia, kryła coś swoim cuchnącym legowisku myśląc, że nie wiem, że się nie domyślam… Ale ja wiem!… (pić, jeszcze trochę, tylko jeden, ostatni kubek…) Ojczulek trzyma tam pewnie resztki z kambuzu i to co zostało po innych… Chryste jestem taki głodny że jeżeli dziś w nocy… Podkradnę się i niech tylko będę odpowiednio blisko tego chrystusowego skurwysyna to dam mu ja już popalić! Oj tak! Teraz jestem czystą furią! – to ja sprzedałem włości i zastawiłem się gdzie popadnie, ryzykując wszystko, majątek i imię, to dzięki mnie popłynęliśmy po chwałę i bogactwa, a ten pomiot suki przyszedł tu na gotowe i teraz chowa, chowa wszystko… i szepcze, całymi nocami szepcze… Wiem, że razem z tą drugą świnią knują przeciwko mnie… Każdy bezgłośny ruch ich warg sprawia, że moja, już teraz pewnie słona, choć wciąż błękitna krew gotuje się we mnie sprawiając mi niewyobrażalny ból. Wy przeklęte pomioty suki, spiskujecie za moimi plecami, chcecie chłeptać nocą moją krew, nocą bo za dnia odwagi wam nie starczy, wiem do czegoście zdolni, bo wiem co nasza piekielna trójca tu wyprawiała wcześniej, aż w końcu dotarliśmy aż tutaj. Jeżeli mnie dopadną, gdy nadejdzie mój czas, to przysięgam na wnętrzności Chrystusa, że zabiorę ich ze sobą. Plwam na nich, świńskie syny!

 ~

Chodźcie tu… Już czas.

~

Ocean

Aż w końcu, którejś z kolei nocy, nocy które dawno przestali liczyć, gdy wbrew swojej woli związani ze sobą na tym najmniejszym i dla nich ostatnim kawałku Iberii, byli już na tyle zdesperowani i pogrążeni w mroku własnych myśli, w rozpaczy i beznadziei, gdy każdy z nich był już na wpół oszalały z głodu, strachu i nienawiści do pozostałej dwójki, nadszedł moment gdy ostatnim szarpnięciem przygaśniętej woli przeżycia już-już chcieli rzucić się na siebie nawzajem, przerwać ten śmiertelny impas, a każdy z nich miał nadzieję, że to właśnie on będzie tym, który potem po raz ostatni w ten sposób nasyci się i napoi, i po raz pierwszy od dawna zaśnie spokojnie, choćby tym razem i na zawsze – wtedy właśnie gdzieś pod ich stopami coś głucho pękło, i można by przysiąc, że dźwięk ten zarazem był rzuconym na nich przekleństwem, resztki kadłuba rozpadły się z potępieńczym jękiem, liny jedna po drugiej poczęły pękać i z okropnym świstem ciąć powietrze, smagając z wściekłością nadwerężone deski pokładu, a każdy taki cios wzbijał w powietrze chmary drzazg, które przez krótki moment wesoło wirowały niczym iskry nad pożogą. Potem coś pękło drugi raz i kikut głównego masztu rozpękł się na dwoje, powoli począł pochylać się, jakby chciał się przyjrzeć całej trójce i  po chwili runął między nich, ledwo zdołali odskoczyć, wytrącił tylko sztylet z dłoni księdza, po czym przeciął swym ciężarem przesiąknięty potem i krwią zmęczony pokład i poszedł na dno. Przez krótki moment przez powstałą wyrwę dojrzeli w świetle księżyca przecięte na pół, zalane kajuty, z których powoli wypływała ich zawartość do której nie mogli się wcześniej dostać: elementy garderoby, naczynia kuchenne, mapy mórz na których byli, świecznik, napuchnięte ciało dziecka, luneta, zepsuta hakownica, otwarty kufer z którego wypływały butle wina (niektóre stłuczone przy uderzeniu tańcząc barwiły wodę radosną czerwienią), beczki z solonym mięsem (!), okulary okrętowego skryby, gdzieś przez moment zawirował szybko niknąc w ciemności różaniec, a na sam koniec powoli osunęło się w głębię mocno nadjedzone przez ryby ciało głównego nawigatora. Wtedy na krótki moment oprzytomnieli, ostatni raz spojrzeli na siebie, i wszystko zrozumieli.

A potem morze pochłonęło ich.

~

la_perla_santa


Słowniczek

Wielka Armada – XVI-wieczna hiszpańska flota wojenna

Alonso Perez de Guzman el Bueno – dowódca hiszpańskiej floty

Plymouth – port Angielski, miejsce w którym Armada nie wykorzystała swojej szansy.

rok 1588 – rok, w którym Wielka Armada została zniszczona.

Iberia – starożytna nazwa Hiszpanii

galeon – żaglowy okręt wojenny lub statek handlowy

hakownica – jeden z najstarszych typów ręcznej broni palnej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>